środa, 4 grudnia 2013

Czarne Serce rozdział 2

Isobu pokazała nam co i jak robić w kuchni. W sumie... Łazienki były takie same jak u nas. Ludzie mają na prawdę dziwne zwyczaje co do spędzania wieczorów... Siedzenie przed tym durnym pudłem z obrazkami ? Co to za rozrywka? Nie lepiej przejść się na spacer, albo zapolować na dusze? To wiele zabawniejsza rozrywka.
Kiedy Isobu wyszła z naszego mieszkania, zostawiając dwa telefony zostałyśmy całkiem same. Pierwsze gotowanie spadło na Lizzy. Może i byłyśmy w innym wymiarze, ale nawet tutaj lubiłam się wysługiwać innymi. Przygotowała "ryż z sosem". O dziwo było całkiem smaczne. Za dwie godziny miałam wyjść na uczelnię. Isobu władowała mnie tam bez konsultacji ze mną. Wyszłam z domu o ludzkiej godzinie trzynastej, demonicznej godzinie pecha. W naszym wymiarze nazywaliśmy godzinie wedle ich znaczeń, a nie kolejności. Mijałam pełne życia miasto. Ludzie mijali mnie jak zwykłego człowieka. To było inne... Być taką niezauważaną. Nikt nie odwracał się za mną i nie szeptał za plecami. To było inne, lecz całkiem miłe. Gdy wchodziłam już na schody uczelni zza drzwi wyparował jakiś bondwłosy człowiek taranując mnie. Upadłam na ziemię, a książki które miałam w torbie rozsypały się po schodach.
-Przepraszam cię bardzo- powiedział. Wyciągnął do mnie rękę. Isobu mówiła, że tak się ludzie witają, ale żeby z podłogi ?! Chwyciłam za kończynę i w momencie znalazłam się w pozycji stojącej.-Jesteś tu nowa?
-Ehh, tak- odezwałam się niezbyt miłym tonem. Zebrałam z jego pomocą książki do torby i znów popatrzył na mnie z góry.
-Spieszyłem się na papierosa, może dasz się zaprosić?
-Pewnie- zgodziłam się, ale czym jest "papieros"?
-Tak w ogóle jestem Akatsuki- uśmiechnął się chłopak. Miał długie włosy związane w kitkę i przydługą grzywkę puszczoną na prawą stronę twarzy. Jego niebieskie oczy błyszczały jak żadne inne. Był na prawdę wysoki... Dosyć umięśniony. Całkiem... niezły jak na człowieka.
-Kasai- uśmiechnęłam się również.
-Chodź, idziemy za mur zapalić- pociągnął mnie za rękę. Po chwili już staliśmy za niskim murkiem, pod średnio wysokimi drzewami.- Proszę- wyciągnął w moją stronę paczkę.
-Dzięki.
Spojrzałam na "papierosa". Więc ludzie nazywają to papierosami. Próbowałam robić to co chłopak. Włożyłam go w usta i kiedy przystawił pod niego dziwną rzecz z której wypływał ogień pociągnęłam. Ledwo powstrzymałam kaszel.
-Więc, Kasai... Skąd jesteś?
-Stąd...
-Czemu cię tu nigdy nie widziałem. Sądziłem, że w tym miasteczku znam już wszystkich...- zdziwił się i po raz kolejny się zaciągnął. Mnie to już przychodziło bez problemów.
-Można powiedzieć, że rzadko wychodziłam- uśmiechnęłam się żeby go udobruchać. Jaki ciekawski... Mój ojciec pewnie by go spalił w swoich płomieniach piekielnych. Zgasiliśmy pety i wróciliśmy pod szkołę.
-Do której klasy chodzisz? Może mógłbym cię oprowadzić po szkole...- zapytał.
-Do drugiej!
-A co studiujesz?
-Medycynę...
-Więc chodzimy razem na wykłady!- zaśmiał się i gestem przywołał mnie, bym szła za nim.
Gdy weszliśmy na salę wykładów w profesorze od razu rozpoznałam wujaszka Amanjaku*. Był elegancko ubrany i co najlepsze- wyglądał jak człowiek. To co ludzie nazywają studiami zapowiadało się całkiem ciekawie, ale wujaszek na potrzeby studentów nie zmienił charakteru. Nadal był wybuchowy, a na zajęciach rzucał w nas kartkami, zeszytami, książkami i kredami, kiedy ktokolwiek się odezwał, a że Akatsuki ciągle mnie zagadywał oberwałam kilka razy. Po wykładzie poszłam do wujaszka i rozmawiałam z nim chwilę. Od razu mnie poznał. Po twarzy. Nie po demonicznej czakrze.
-Kasai, ojciec cię szuka we wszystkich prewymiarach- mówił masując skronie.
-Spodziewam się tego. Wątpię by chciał, żeby Ruka odziedziczyła cały demoniczny świat...
-Masz rację. Twoja siostra zdecydowanie nie nadaje się na władcę. Jesteś pewna, że nie chcesz wrócić?
-Amanjaku! Podjęłam decyzję. Tak samo jak wiele demonów. Po za tym ojciec... Cały czas zmuszał mnie do mordowania aniołów. Wiesz, że to wywoła wojnę, a ich władca wypowie ją dopiero, kiedy to ja przejmę władzę. Zginęłabym z ręki własnych poddanych. Mimo, że kochają wojnę to za kilkanaście lat rozpoczyna się sezon lęgowy wielu Bakeneko** i nie chciałabym, żeby nagle się zbuntowały. Są godnymi sprzymierzeńcami.
-Kasai. Kiedy się z tobą rozmawia od razu wiadomo, że nadajesz się na władczynię i mówię ci. Zostaniesz nią z własnej nieprzymuszonej woli. Nie wierzę, że zostawiłabyś swoje demony.
-Amanjaku...

__________________________________________________________________
*Amanjaku- niewielki demon, który kusi ludzi do zła.
**Bakeneko - zmiennokształtne koty.

Pospieszyłam się nieco z notką, ale to chyba dobrze... Mam nadzieję, że się spodobało :)