Isobu pokazała nam co i jak robić w kuchni. W sumie... Łazienki były takie same jak u nas. Ludzie mają na prawdę dziwne zwyczaje co do spędzania wieczorów... Siedzenie przed tym durnym pudłem z obrazkami ? Co to za rozrywka? Nie lepiej przejść się na spacer, albo zapolować na dusze? To wiele zabawniejsza rozrywka.
Kiedy Isobu wyszła z naszego mieszkania, zostawiając dwa telefony zostałyśmy całkiem same. Pierwsze gotowanie spadło na Lizzy. Może i byłyśmy w innym wymiarze, ale nawet tutaj lubiłam się wysługiwać innymi. Przygotowała "ryż z sosem". O dziwo było całkiem smaczne. Za dwie godziny miałam wyjść na uczelnię. Isobu władowała mnie tam bez konsultacji ze mną. Wyszłam z domu o ludzkiej godzinie trzynastej, demonicznej godzinie pecha. W naszym wymiarze nazywaliśmy godzinie wedle ich znaczeń, a nie kolejności. Mijałam pełne życia miasto. Ludzie mijali mnie jak zwykłego człowieka. To było inne... Być taką niezauważaną. Nikt nie odwracał się za mną i nie szeptał za plecami. To było inne, lecz całkiem miłe. Gdy wchodziłam już na schody uczelni zza drzwi wyparował jakiś bondwłosy człowiek taranując mnie. Upadłam na ziemię, a książki które miałam w torbie rozsypały się po schodach.
-Przepraszam cię bardzo- powiedział. Wyciągnął do mnie rękę. Isobu mówiła, że tak się ludzie witają, ale żeby z podłogi ?! Chwyciłam za kończynę i w momencie znalazłam się w pozycji stojącej.-Jesteś tu nowa?
-Ehh, tak- odezwałam się niezbyt miłym tonem. Zebrałam z jego pomocą książki do torby i znów popatrzył na mnie z góry.
-Spieszyłem się na papierosa, może dasz się zaprosić?
-Pewnie- zgodziłam się, ale czym jest "papieros"?
-Tak w ogóle jestem Akatsuki- uśmiechnął się chłopak. Miał długie włosy związane w kitkę i przydługą grzywkę puszczoną na prawą stronę twarzy. Jego niebieskie oczy błyszczały jak żadne inne. Był na prawdę wysoki... Dosyć umięśniony. Całkiem... niezły jak na człowieka.
-Kasai- uśmiechnęłam się również.
-Chodź, idziemy za mur zapalić- pociągnął mnie za rękę. Po chwili już staliśmy za niskim murkiem, pod średnio wysokimi drzewami.- Proszę- wyciągnął w moją stronę paczkę.
-Dzięki.
Spojrzałam na "papierosa". Więc ludzie nazywają to papierosami. Próbowałam robić to co chłopak. Włożyłam go w usta i kiedy przystawił pod niego dziwną rzecz z której wypływał ogień pociągnęłam. Ledwo powstrzymałam kaszel.
-Więc, Kasai... Skąd jesteś?
-Stąd...
-Czemu cię tu nigdy nie widziałem. Sądziłem, że w tym miasteczku znam już wszystkich...- zdziwił się i po raz kolejny się zaciągnął. Mnie to już przychodziło bez problemów.
-Można powiedzieć, że rzadko wychodziłam- uśmiechnęłam się żeby go udobruchać. Jaki ciekawski... Mój ojciec pewnie by go spalił w swoich płomieniach piekielnych. Zgasiliśmy pety i wróciliśmy pod szkołę.
-Do której klasy chodzisz? Może mógłbym cię oprowadzić po szkole...- zapytał.
-Do drugiej!
-A co studiujesz?
-Medycynę...
-Więc chodzimy razem na wykłady!- zaśmiał się i gestem przywołał mnie, bym szła za nim.
Gdy weszliśmy na salę wykładów w profesorze od razu rozpoznałam wujaszka Amanjaku*. Był elegancko ubrany i co najlepsze- wyglądał jak człowiek. To co ludzie nazywają studiami zapowiadało się całkiem ciekawie, ale wujaszek na potrzeby studentów nie zmienił charakteru. Nadal był wybuchowy, a na zajęciach rzucał w nas kartkami, zeszytami, książkami i kredami, kiedy ktokolwiek się odezwał, a że Akatsuki ciągle mnie zagadywał oberwałam kilka razy. Po wykładzie poszłam do wujaszka i rozmawiałam z nim chwilę. Od razu mnie poznał. Po twarzy. Nie po demonicznej czakrze.
-Kasai, ojciec cię szuka we wszystkich prewymiarach- mówił masując skronie.
-Spodziewam się tego. Wątpię by chciał, żeby Ruka odziedziczyła cały demoniczny świat...
-Masz rację. Twoja siostra zdecydowanie nie nadaje się na władcę. Jesteś pewna, że nie chcesz wrócić?
-Amanjaku! Podjęłam decyzję. Tak samo jak wiele demonów. Po za tym ojciec... Cały czas zmuszał mnie do mordowania aniołów. Wiesz, że to wywoła wojnę, a ich władca wypowie ją dopiero, kiedy to ja przejmę władzę. Zginęłabym z ręki własnych poddanych. Mimo, że kochają wojnę to za kilkanaście lat rozpoczyna się sezon lęgowy wielu Bakeneko** i nie chciałabym, żeby nagle się zbuntowały. Są godnymi sprzymierzeńcami.
-Kasai. Kiedy się z tobą rozmawia od razu wiadomo, że nadajesz się na władczynię i mówię ci. Zostaniesz nią z własnej nieprzymuszonej woli. Nie wierzę, że zostawiłabyś swoje demony.
-Amanjaku...
__________________________________________________________________
*Amanjaku- niewielki demon, który kusi ludzi do zła.
**Bakeneko - zmiennokształtne koty.
Pospieszyłam się nieco z notką, ale to chyba dobrze... Mam nadzieję, że się spodobało :)
środa, 4 grudnia 2013
poniedziałek, 25 listopada 2013
Czarne Serce rozdział 1
Wylądowałam na środku ulicy. Wszyscy ludzie, jak oniemieli wpatrywali się we mnie, kiedy szłam na boso, w czarnej zwiewnej sukni z idącą obok mnie demoniczną przyjaciółką. Dziewczyna miała sto pięćdziesiąt siedem lat, ale była niewiele wyższa od nowo narodzonego trolla. Jej krótkie, ciemnofioletowe włosy targał wiatr. Oczy o kolorze zimnego błękitu przymknęły się lekko. Krótka, letnia sukienka kolorystycznie pasująca do jej oczu sięgała kolan. Najwięcej uwagi jednak przykuwały jej niewielkie, nietoperze skrzydła.
Ja byłam czarna niczym smoła. Czarne włosy, czarne skrzydła, cerę miałam bladą jak trup. Czerwone oczy iskrzyły się niebezpiecznie, kiedy ludzie patrzyli na mnie nieprzychylnie. Długie, czarne szpony również odznaczały się nieco.
-Kasai- odezwała się dziewczyna, ciągnąc mnie za rękę.-Chyba powinnyśmy zmienić wygląd...
-Też tak uważam Lizzy. Zbytnio się tutaj wyróżniamy.
-Czy ludzie nigdy nie widzieli demonów?- zapytała nieco zdenerwowana.
-Nie sądzę, by demony chciały się pokazywać w świecie tak ograniczonych istot jakimi są ludzie.
-Ale mówiłaś, że jest tutaj wiele demonów...
-Bo jest. Dlatego musimy do któregoś z nich iść. Same nie damy sobie rady znaleźć jaskini z dobrym wyposażeniem, a o dusze to już na prawdę może być ciężko.
-Masz rację... A wiesz gdzie tu są demony?
-A i owszem kochana. Musimy iść do czegoś co nazywa się ściekami...- odpowiedziałam jej zastanawiając się, gdzie leżą ścieki. Podeszłam do jednego mężczyzny.
-Przepraszam, gdzie leżą ścieki?- zapytałam całkiem poważnym tonem. Mężczyzna uśmiechnął się dziwnie.
-Wejdź do tamtego włazu. Tam znajdziesz Onibabę*- uśmiechnął się, a jego oczy z ludzkich stały się oczami demonicznymi.
-Och... Pan z którego wymiaru?
-Z twojego panienko. Ojciec cię wypuścił do innego wymiaru?- zapytał. Stanęła mi ślina w gardle.
-Nie musiał. Jestem już dorosła i potrafię za siebie decydować. Wybaczy pan, ale bardzo śpieszy mi się do Onibaby- odeszłam energicznym krokiem i pociągnęłam za sobą Lizzy. Wysadziłam właz i wskoczyłyśmy tam. Niemal nie wpadłyśmy jedna na drugą, kiedy okazało się, że ścieki to rzeki, które zawierają ludzkie odchody... Leciałyśmy tak dłuższy czas, kiedy starsza wiedźma nas zawołała.
-Kłaniam się panience- uśmiechnęła się marszcząc długi nos.- W czym mogłabym pomóc córce władcy?
-Czy mogłaby mi pani dać wskazówkę, jak stać się człowiekiem. Mam na myśli... Wyglądać jak człowiek. Żyć jak człowiek.
-Ahh... To momencik. Zawołam córkę- kobieta poszła i po kilku minutach wróciła z jasnowłosą, wysoką dziewczyną.
-Witaj Kasai- uśmiechnęła się.
-Cześć Isobu- odpowiedziałam jej tym samym gestem.
-Co robisz w Japonii?- zapytała siadając na ladzie.
-Japonii? Tak nazywa się ten wymiar?- zapytałam podchodząc bliżej niej. Lizzy podążała tuż przy mnie.
-Nie!-dziewczyna zaśmiała się głośno.- Jesteśmy w Japonii. Mam na myśli... To jest kraj. Tak jak u nas są demoniczne prewymiary, tak na Ziemi są kraje. Z resztą... Nauczę cię, jeśli chcesz zostać, ale jak na razie musimy schować twoje skrzydła- uśmiechnęła się znów przyjaźnie i zniknęła za drzwiami. Przyniosła poszarpane spodnie i czerwono czarną bluzkę, do tego dorzuciła czarną, skórzaną kurtkę.
-Przebierz się w to. Będziesz wyglądała bardziej jak na swój wiek.
-A gdzie wycięcia na skrzydła?- zapytałam, nieco podirytowana już.
-Wypij to- podała mi flakonik z żółtą miksturą.- Kiedy to wypijesz będziesz mogła wyciągać skrzydła tylko jeśli będziesz chciała. Początkowo może cię to boleć, ale w gruncie rzeczy przywykniesz.
Wypiłam flakonik do samego dna. Moje skrzydła zaczęły jakby wsuwać się w plecy. Kości skrzydeł jakby łamały się sprawiając mi tym niewyobrażalny ból. Upadłam na kolana starając się zaczerpnąć powietrza. Głośny krzyk wydarł się z moich ust.
-Kasai!- usłyszałam wrzask Lizzy.
Kiedy ból ustał podniosłam się z brudnej podłogi. Oparłam się o ladę. Lizzy dostała tę samą miksturę oraz jeszcze inną. Była zielonego koloru. Nim się zorientowałam Lizzy leżała i zwijała się z bólu. Płakała i krzyczała w niebogłosy. Uklęknęłam przy przyjaciółce, głaskając ją po rozpalonym czole. Po chwili zauważyłam jak zaczęła rosnąć. Z małych rozmiarów dziewczyny urosła do mojego wzrostu. Była nawet nieco wyższa! Jej sukienka podarła się w kilku miejscach i ledwo zakrywała jej pośladki.
-Mogłabyś mi też dać jakieś ubrania?- zapytała.
-Oczywiście!- odparła Isobu i przyniosła dziewczynie szarą sukienkę sięgającą połowy ud z długimi rękawami oraz czarne rajstopy.
-Dziękujemy!- rzuciłyśmy kierując się w stronę włazu.
-Czekajcie! Chyba nie chcecie wyjść na ulicę bez butów?!- zatrzymał nas jej donośny głos. Wróciłyśmy się więc i dostałyśmy po parze butów, a ja uzyskałam dodatkowo parę skarpet. Lizzy założyła biało-czarne botki, a ja wysokie po kolana glany. Ich wiązanie było wyczerpujące.
-A teraz słuchajcie. Jesteście studentkami- powiedziała młoda onibaba.
-Kim jesteśmy?- spojrzałyśmy na nią niezrozumiale.
-Studentkami. Uczycie się w wyższej szkole. Posłuchajcie mnie do końca, a potem zadawajcie pytania- upomniała nas, westchnęła głośno i ponowiła tłumaczenie nam nowego trybu życia.-Moja mama załatwiła wam miejsce na uczelni, będziecie pracowały w sklepie spożywczym. Dusz tutaj nie potrzebujecie, ale jeśli będziecie chciały jakąś dostać to jedynie na czarnym rynku u Shinigamich**. Macie swoje trzypokojowe mieszkanie. Obie macie swój pokój, salon, łazienkę i kuchnię.
Dokończyłyśmy rozmowę i wyszłyśmy na miasto. Isobu zaprowadziła nas do mieszkania, o którym wcześniej mówiła. Zastałyśmy pełną lodówkę i szafy.
-Isobu... Jak mamy gotować ludzkie jedzenie?- zapytałam.
-Ehh- westchnęła ciężko.- Wszystkiego was nauczę...
*onibaba- według japońskich legend wiedźma.
**Shinigami- japońscy bogowie śmierci. Zabierają duszę zmarłych do wrót nieba lub piekła.
____________________________________________________________
No więc witajcie! Przywitam się z Wami dopiero teraz... Mam na imię Karolina i ten... no... Wszystko :) . W każdym razie serdecznie zapraszam Was do czytania mojego bloga! Do następnego :P .
P.S. Nowe rozdziały postaram się dodawać co jakieś półtorej tygodnia.
Następny przewiduję na Mikołajki :) Bai =^.^=
Ja byłam czarna niczym smoła. Czarne włosy, czarne skrzydła, cerę miałam bladą jak trup. Czerwone oczy iskrzyły się niebezpiecznie, kiedy ludzie patrzyli na mnie nieprzychylnie. Długie, czarne szpony również odznaczały się nieco.
-Kasai- odezwała się dziewczyna, ciągnąc mnie za rękę.-Chyba powinnyśmy zmienić wygląd...
-Też tak uważam Lizzy. Zbytnio się tutaj wyróżniamy.
-Czy ludzie nigdy nie widzieli demonów?- zapytała nieco zdenerwowana.
-Nie sądzę, by demony chciały się pokazywać w świecie tak ograniczonych istot jakimi są ludzie.
-Ale mówiłaś, że jest tutaj wiele demonów...
-Bo jest. Dlatego musimy do któregoś z nich iść. Same nie damy sobie rady znaleźć jaskini z dobrym wyposażeniem, a o dusze to już na prawdę może być ciężko.
-Masz rację... A wiesz gdzie tu są demony?
-A i owszem kochana. Musimy iść do czegoś co nazywa się ściekami...- odpowiedziałam jej zastanawiając się, gdzie leżą ścieki. Podeszłam do jednego mężczyzny.
-Przepraszam, gdzie leżą ścieki?- zapytałam całkiem poważnym tonem. Mężczyzna uśmiechnął się dziwnie.
-Wejdź do tamtego włazu. Tam znajdziesz Onibabę*- uśmiechnął się, a jego oczy z ludzkich stały się oczami demonicznymi.
-Och... Pan z którego wymiaru?
-Z twojego panienko. Ojciec cię wypuścił do innego wymiaru?- zapytał. Stanęła mi ślina w gardle.
-Nie musiał. Jestem już dorosła i potrafię za siebie decydować. Wybaczy pan, ale bardzo śpieszy mi się do Onibaby- odeszłam energicznym krokiem i pociągnęłam za sobą Lizzy. Wysadziłam właz i wskoczyłyśmy tam. Niemal nie wpadłyśmy jedna na drugą, kiedy okazało się, że ścieki to rzeki, które zawierają ludzkie odchody... Leciałyśmy tak dłuższy czas, kiedy starsza wiedźma nas zawołała.
-Kłaniam się panience- uśmiechnęła się marszcząc długi nos.- W czym mogłabym pomóc córce władcy?
-Czy mogłaby mi pani dać wskazówkę, jak stać się człowiekiem. Mam na myśli... Wyglądać jak człowiek. Żyć jak człowiek.
-Ahh... To momencik. Zawołam córkę- kobieta poszła i po kilku minutach wróciła z jasnowłosą, wysoką dziewczyną.
-Witaj Kasai- uśmiechnęła się.
-Cześć Isobu- odpowiedziałam jej tym samym gestem.
-Co robisz w Japonii?- zapytała siadając na ladzie.
-Japonii? Tak nazywa się ten wymiar?- zapytałam podchodząc bliżej niej. Lizzy podążała tuż przy mnie.
-Nie!-dziewczyna zaśmiała się głośno.- Jesteśmy w Japonii. Mam na myśli... To jest kraj. Tak jak u nas są demoniczne prewymiary, tak na Ziemi są kraje. Z resztą... Nauczę cię, jeśli chcesz zostać, ale jak na razie musimy schować twoje skrzydła- uśmiechnęła się znów przyjaźnie i zniknęła za drzwiami. Przyniosła poszarpane spodnie i czerwono czarną bluzkę, do tego dorzuciła czarną, skórzaną kurtkę.
-Przebierz się w to. Będziesz wyglądała bardziej jak na swój wiek.
-A gdzie wycięcia na skrzydła?- zapytałam, nieco podirytowana już.
-Wypij to- podała mi flakonik z żółtą miksturą.- Kiedy to wypijesz będziesz mogła wyciągać skrzydła tylko jeśli będziesz chciała. Początkowo może cię to boleć, ale w gruncie rzeczy przywykniesz.
Wypiłam flakonik do samego dna. Moje skrzydła zaczęły jakby wsuwać się w plecy. Kości skrzydeł jakby łamały się sprawiając mi tym niewyobrażalny ból. Upadłam na kolana starając się zaczerpnąć powietrza. Głośny krzyk wydarł się z moich ust.
-Kasai!- usłyszałam wrzask Lizzy.
Kiedy ból ustał podniosłam się z brudnej podłogi. Oparłam się o ladę. Lizzy dostała tę samą miksturę oraz jeszcze inną. Była zielonego koloru. Nim się zorientowałam Lizzy leżała i zwijała się z bólu. Płakała i krzyczała w niebogłosy. Uklęknęłam przy przyjaciółce, głaskając ją po rozpalonym czole. Po chwili zauważyłam jak zaczęła rosnąć. Z małych rozmiarów dziewczyny urosła do mojego wzrostu. Była nawet nieco wyższa! Jej sukienka podarła się w kilku miejscach i ledwo zakrywała jej pośladki.
-Mogłabyś mi też dać jakieś ubrania?- zapytała.
-Oczywiście!- odparła Isobu i przyniosła dziewczynie szarą sukienkę sięgającą połowy ud z długimi rękawami oraz czarne rajstopy.
-Dziękujemy!- rzuciłyśmy kierując się w stronę włazu.
-Czekajcie! Chyba nie chcecie wyjść na ulicę bez butów?!- zatrzymał nas jej donośny głos. Wróciłyśmy się więc i dostałyśmy po parze butów, a ja uzyskałam dodatkowo parę skarpet. Lizzy założyła biało-czarne botki, a ja wysokie po kolana glany. Ich wiązanie było wyczerpujące.
-A teraz słuchajcie. Jesteście studentkami- powiedziała młoda onibaba.
-Kim jesteśmy?- spojrzałyśmy na nią niezrozumiale.
-Studentkami. Uczycie się w wyższej szkole. Posłuchajcie mnie do końca, a potem zadawajcie pytania- upomniała nas, westchnęła głośno i ponowiła tłumaczenie nam nowego trybu życia.-Moja mama załatwiła wam miejsce na uczelni, będziecie pracowały w sklepie spożywczym. Dusz tutaj nie potrzebujecie, ale jeśli będziecie chciały jakąś dostać to jedynie na czarnym rynku u Shinigamich**. Macie swoje trzypokojowe mieszkanie. Obie macie swój pokój, salon, łazienkę i kuchnię.
Dokończyłyśmy rozmowę i wyszłyśmy na miasto. Isobu zaprowadziła nas do mieszkania, o którym wcześniej mówiła. Zastałyśmy pełną lodówkę i szafy.
-Isobu... Jak mamy gotować ludzkie jedzenie?- zapytałam.
-Ehh- westchnęła ciężko.- Wszystkiego was nauczę...
*onibaba- według japońskich legend wiedźma.
**Shinigami- japońscy bogowie śmierci. Zabierają duszę zmarłych do wrót nieba lub piekła.
____________________________________________________________
No więc witajcie! Przywitam się z Wami dopiero teraz... Mam na imię Karolina i ten... no... Wszystko :) . W każdym razie serdecznie zapraszam Was do czytania mojego bloga! Do następnego :P .
P.S. Nowe rozdziały postaram się dodawać co jakieś półtorej tygodnia.
Następny przewiduję na Mikołajki :) Bai =^.^=
Czarne Serce PROLOG
Rozbrzmiały dźwięki alarmu.
Zadziwiający szybko zorientowali się, że uciekłam.
Uciekłam od tego kierującymi się chorymi zasadami świata.
Uciekam do tego lepszego, do tego w którym nikt nie będzie mnie krzywdził.
Uciekam na Ziemię, uciekam do ludzi.
Uciekam od matki wampirzycy.
Uciekam od ojca- władcy naszego demonicznego świata.
Rozpostarłam skrzydła.
Trzymając za rękę moją małą demoniczną przyjaciółkę leciałam z prędkością dźwięku.
Minęłam kilka wymiarów.
Spotkałam wiele demonów, ale wiele więcej aniołów.
Kiedy minęłam kolejny wymiar oślepiły mnie światła. Światła w wieżowcach i na ulicach. Dźwięk przejeżdżających samochodów i gwar ludzi.
Moje czarne jak smoła włosy potargał wiatr. Kilka piór z czarnych jak smoła skrzydeł wypadło i delikatnymi obrotami spadło na chodnik.
To musi być nowe życie.
Może mnie nie znajdą.
Może znajdę czas, żeby poczuć życie.
Zadziwiający szybko zorientowali się, że uciekłam.
Uciekłam od tego kierującymi się chorymi zasadami świata.
Uciekam do tego lepszego, do tego w którym nikt nie będzie mnie krzywdził.
Uciekam na Ziemię, uciekam do ludzi.
Uciekam od matki wampirzycy.
Uciekam od ojca- władcy naszego demonicznego świata.
Rozpostarłam skrzydła.
Trzymając za rękę moją małą demoniczną przyjaciółkę leciałam z prędkością dźwięku.
Minęłam kilka wymiarów.
Spotkałam wiele demonów, ale wiele więcej aniołów.
Kiedy minęłam kolejny wymiar oślepiły mnie światła. Światła w wieżowcach i na ulicach. Dźwięk przejeżdżających samochodów i gwar ludzi.
Moje czarne jak smoła włosy potargał wiatr. Kilka piór z czarnych jak smoła skrzydeł wypadło i delikatnymi obrotami spadło na chodnik.
To musi być nowe życie.
Może mnie nie znajdą.
Może znajdę czas, żeby poczuć życie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)